Ludzie boją się sów. Sowy chrapią, skrzeczą, przeraźliwie wrzeszczą, kraczą, warczą, gwiżdżą ostro, kłapią i szczekają (to określenia wyjęte z terenowych przewodników). To nie są przyjemne określenia. Sowa na dachu kwili, komuś umrzeć po chwili… Brrr…
Dlatego sowy, choć są przeważnie nocnymi stworzeniami, nie bywają bohaterkami kołysanek. Sowy nie trafiają się także zbyt często pośród dziecięcych zabawek, a wyglądająca jak żywy pluszak sowa włochatka to w naukowym nazewnictwie „sowa pogrzebowa” (Aegolius funereus). Popularne figurki sów zbierają raczej dorośli, którzy pokonali już dziecięce lęki przed ciemnością…
Onomatopeja sowa pochodzi według jednego ze słowników etymologicznych od nazwy dźwięków niezbyt miłych dla ucha – wycia, ryku, krzyku. Nawet sowa nazwana zapewne od głosu ulula (Surnia ulula) choć woła „liuliuliuliuliuliu…”, to i jej trel opatrzony jest epitetami chichoczący i brzuchomówczy.
Wołanie sowy do snu nas nie ukołysze. Nie jednego ptasiarza wręcz zerwie na równe nogi nawet w środku nocy. Nocni markowie niechaj uważają jednak, by po bezsennej nocy nie byli osowiali…
Fot. Witold Muchowski

Po gruzińsku mewa – tolia – znaczy śnieżna, śnieżno biała. Biel przeważa w upierzeniu większości gatunków mew, ale zupełnie białą szatę ma jedynie mewa po polsku nazywana modrodziobą. Mewa ta w wielu językach jest mewą koloru kości słoniowej. Jednak barwa jej piór bliższa jest bieli śnieżnej, aniżeli wpadającej w żółć bieli nazywanej kością słoniową. Czy występująca często na krze mewa modrodzioba mogła „odcinać się” swoją mniej doskonałą bielą od śniegu i lodu…? Na pewno od jej bieli odcina się wyraźnie sinawy, modry dziób.
Muszkatela to nie tylko aromatyczne wino deserowe, ale także polska nazwa blisko 40 gatunków egzotycznych gołębi. Jeden z nich występuje wyłącznie na Wyspie Bożego Narodzenia na Oceanie Indyjskim. Stąd angielska nazwa tej muszkateli – Christmas imperial pigeon – po polsku zaś muszkatela ciemna.
Nur lodowiec dźwiga na swoim grzbiecie ciepłe posłanie z żarzących się, białych węgli. W surowym klimacie Arktyki ogrzewają się od nich jego młode, które nury te często przewożą na swoich „plecach”. Łacińskie Gavia immer miałoby pochodzić właśnie od staronordyckiego eimyrja – popioły, żarzące się węgielki, spękane, spalone drewienka takie jakie widujemy w kominkach, ogniskach, na pogorzeliskach.



