Dziś imieninowo. Marcin, Witold, Katarzyna, Andrzej – to tylko niektórzy z listopadowych solenizantów. A przecież ptaki też czasem mają ludzkie imiona…
Ksiądz wojciech powoli i z powagą przechadza się po łące z „rękoma” założonymi do tyłu. To naszego boćka (bociana białego) wiślani flisacy ochrzcili mianem „księdza wojciecha”. Od Małopolski po Podlasie nazywano go wojtusiem, wojtkiem, wojciechem, a w krakowskiem również stasiem. To jeden z najbardziej znanych przykładów takiego ludzkiego imienia wśród ptaków, ale jest ich więcej.
Wilgę po całej Polsce wołają „zofija”, bo na świętej Zofii (15 maja) ptaki te zwykle meldują się w kraju. Także w ich donośnym, dźwięcznym gwiździe słychać frazę „zofija”. Za tym ostatnim wyjaśnieniem przemawiają też zbliżone gwarowe żofija, żafija, fijółka, a nawet żołwija.
Późno lecące dubelty, nie należące wcale do rzadkości, myśliwi nazywali michałkami, gdyż pojawiały się w okolicach świętego Michała (29 września). Były to jakoby ptaki pochodzące z powtórzonych lęgów. Ten tak zwany „bekas funtowy” był częstym myśliwskim trofeum ze względu na swoje tłuste i delikatne mięso.
Wspomnieć trzeba jeszcze kawkę przezywaną hanką, mazurka – marcinkiem, derkacza – marcinem lub kacprem, zimorodka – franciszkiem…
Ciekawy jest też holenderski przykład ptaka z imieniem i nazwiskiem! Głuptak w języku niderlandzkim to jan-van-gent, czyli taki nasz latający „jan kowalski”.